Nigdy nie widziałam piękniejszych oczu, w których mogłam się zatopić i poczuć się tak bezpiecznie. Ani razu nie czułam się tak dobrze, w czyimś towarzystwie. Wystarczyło, że na mnie spojrzał, tym przenikliwym i zarazem spokojnym wzrokiem. Dotknął mnie swoją ręką, abym mogła poczuć jego bliskość. On uwielbiał się tulić. Potrafiliśmy siedzieć godzinami, rozmawiać, przytuleni. Nasze ciała stawały się jednym, uzupełnialiśmy się niczym Jing Jang. Jako jedyny potrafił mnie wysłuchać, rozumiał jak się czuje.
– Już nie daje rady! Życie jest okropne, może powinnam to zakończyć?- mówiłam mu.
On jednak tylko mocno mnie przytulał i pozwalał mi się wypłakać. To wystarczyło, by zrozumieć, jak mu na mnie zależy.
Pamiętam dobrze, że w którymś momencie nasza relacja się popsuła. Oczywiście nie była to moja wina. Wszystko zapoczątkowało pojawienie się w domu Ryśka. Rudy dość puszysty przyjaciel, który podkreślam był tylko przyjacielem, wywołał w Nim zazdrość. Mimo to spędzaliśmy ze sobą czas, ale to nie było już to, chował się w wysokich trawach sam, beze mnie. Mogłam Mu powtarzać, że Rysiek jest TYLKO przyjacielem, ale On nie chciał mnie słuchać. Przestał mnie przytulać i całować. Nie chciał ze mną spać. Zrobił się markotny i fochaty. Potrafił pobić się z Ryśkiem, gdy ten stanął w drzwiach mojego pokoju. Tak się potrafili pokłócić, że oboje wychodzili z domu poturbowani i obrażeni.
Któregoś dnia po jednej z ich kłótni, wyznałam obu dozgonną miłość, aby uspokoić moich kochanków. Zakochałam się w obu i nie potrafiłam wybrać. Rysiek był zadowolony i od razu mnie pocałował i przytulił. Jednak On, patrzył się na mnie wielkimi oczami, po czym odwrócił się i wyszedł. Rysiek został w domu, czekając na nasz powrót. Chciał potraktować Go jak brata, a nie jak konkurenta. Ruszyłam za Nim. Długo błąkałam się po ulicach miasta. Szare monotonne chodniki, brudne śmietniki, kałuże i pędzące samochody. Czy on poradzi sobie sam? Czy ja dam redę bez Niego? Okropnie się bałam, gdzie On mógł się schować, jak daleko mógł uciec. Zajrzałam do każdej zapyziałej uliczki, do każdego kartonu walającego się po chodniku, na każde drzewo. Nic, nigdzie go nie było. Aż tu nagle usłyszałam tuż obok mnie pisk opon i głośny huk. Odwróciłam się, ale było już za późno. On już nie oddychał.
Stoję na cmentarzu i wpatruje się w jego nagrobek z napisem ” Tu leży ukochany pupil, Ben. Kot, który kochał wszystkich i jadł za dużo”.