Apulia zimą- czy warto jechać w grudniu na południe Włoch?

Podczas, gdy reszta świata odpoczywała po świętach, my wybraliśmy się na zwiedzanie urokliwej Apulii. Ten obszar południowych Włoch zachwyca o każdej porze roku- podobno. Pojechaliśmy przekonać się o tym na własnej skórze.

Lista miejscowości, które zwiedziliśmy:

Przy każdej zwiedzonej miejscowości podpinam link do trasy zwiedzania, którą stworzyłam albo zaczerpnęłam z innych stron. Nie pamiętam, bo było to już jakiś czas temu. Przed wycieczką zrobiłam gruntowny reaserch.

Barii, w którym mieliśmy nocleg zachwyciło nas swoją zabytkową częścią, zamkiem i klimatycznymi uliczkami w których warto się zgubić. Spróbowaliśmy też lokalnych dań i oczywiście kawy. Po za starszą częścią, miasto przypominało mi trochę Sycylię, więc było brudno a budynki nie świeciły blaskiem świeżości. Wiadomo jak wszędzie, są plusy i minusy.

Ostuni, czyli białe miasteczko, zwiedziliśmy drugiego dnia naszej wyprawy. Wstępnie byłam sceptycznie nastawiona, bo uznałam, że tam jest najmniej do zwiedzania. Jednak okazało się, że się pomyliłam. Spędziliśmy tam cale przedpołudnie, spacerując między uliczkami, zachwycając się białymi budynkami.

Alberobello, podobno najsłynniejsza atrakcja Apulii, czyli domki Truli. Przyznać muszę, żeby są naprawdę cudowne, a spacery pomiędzy nimi urokliwe. Dość mocno skomercjalizowane, bo mnóstwo tam straganów z pamiątkami. Mimo to ma swój urok.

Późnym popołudniem udaliśmy się do Locorotando, miasta pełnego świątecznych ozdób. Najlepiej jechać tam ok. 15.30/16.00 bo od 17-18 zaczynają się tam zjeżdżać tłumy Włochów i nie tylko.  To miasto słynie z cudownych ozdób świątecznych, które zachwycają na każdym kroku w starszej części miasta. Były takie tłumy, że ciężko było zrobić jakieś ładne zdjęcia.

Matera, miasto Bonda i żywa scenografia filmowa. To miejsce urzekło mnie najbardziej. Domy w skalach, uliczki na których zatrzymał się czas. Tu muszę dodać wiele, bo nie spacerowaliśmy tylko po kamiennych ulicach, ale zajrzeliśmy również pod ziemię. Polombaro lungo to podziemna cysterna wydrążona w XIX wieku w skale pod placem, która zaopatrywała Materę w wodę. Wstęp płatny 3 Euro, ale uważam, że się opłaca. Kolejnym dodatkiem tej wycieczki był wiszący most tybetański, który łączy dwa przeciwlegle krańce kanionu rzecznego. Po jednej stronie miasto, a po drugiej wzgórze Gravina z jaskiniami i pozostałościami po kapliczkach z freskami. Aby się tam dostać, trzeba wyposażyć się w odpowiednie buty, bo momentami trasa jest stroma.

Polignano a mare, miasteczko, które słynie z pięknych i skalistych plaż. Kolejne miasto wybudowane na skalach z wieloma punktami widokowymi. Dodatkową atrakcja jest pomnik włoskiego muzyka Domenico Modugna. Jest tam mnóstwo grot, jakiś tajemniczych zakątków. Można się tam zgubić. Warto wspomnieć, że w tym mieście próbowaliśmy słynnej kawy z Polignano- Caffe Speciale (skład: gorące espresso, słodka śmietanka, likier Amaretto, skórka cytrynowa/ pomarańczowa i cukier)

Monopoli, słynie z niebieskich łódek na przystani. Ale szczerze wydawało mi się taką kopią Polignano a Mare. Malo restauracji, mało sklepów, momentami mocno wyludnione ale bardzo klimatyczne. 

Dodaj komentarz