Kopenhaga w słońcu

Od kilku dni planowałam zwiedzanie. Układałam trasy, tak aby lokalizacje były chronologicznie, żeby z punktu A dojść jak najszybciej do punktu B. Jednak to wszystko zniszczyła pogoda, na którą nie byliśmy przygotowani. Ale zacznijmy od początku. 

Płynęliśmy promem, okropnie dużym statkiem Unity Line, tam spędziliśmy noc w kajucie. Trochę bujało, ale nie było tak źle. Wypłynęliśmy ze Świnoujścia po 23, a w Ystad znaleźliśmy się o 6.30.

Punktem pierwszym był Kaseberg i Ales stenar. Ta mała klimatyczna wioseczka nad brzegiem morza, urzeka nie tylko bajeczną architekturą, ale również spokojem i widokami. Ales stenar, znajdujące się na wzgórzu, to 59 kamieni, ułożonych w kształt łodzi. Znajduje się na terenie parku naturalnego i liczy ok 1400 lat. Gdy przyjechaliśmy to nie było ludzi, zrobiliśmy więc piknik. 

Potem już prosto do Kopenhagi, przez Most nad Sundem. Najdłuższy w Europie i na świecie most, który w pewnym momencie wpada pod wodę. 

Mieliśmy mały problem z parkingiem, bo dalej nie rozumiem jak się je opłaca. Wiem tyle, że parkujcie na obrzeżach, tam jest albo za darmo albo najtaniej, w centrum ok. 24 koron duńskich za godzinę. Postawiliśmy więc gdzieś przy głównej drodze, niedaleko Christiani. Jest to częściowo samostanowiące się osiedle w dzielnicy Kopenhagi Christianshavn. Można tam zapalić skręta czy zrobić sobie zdjęcie z wielkim zielonym ogrem na tle barwnych graffiti. Stamtąd spacerkiem na Circle Bridge, z którego rozciągała się piękna panorama na wyspę zamkową i bibliotekę. Planowaliśmy zwiedzić ogrody zamkowe, ale upał pokrzyżował nam plany, było ponad 30 stopni. Prosto z Circle Bridge poszliśmy zobaczyć pomnik Andersena. Zatrzymaliśmy się po drodze na piwko i lody. Przypadkiem odkryliśmy pomnik ku czci Dantego Alighieri na Dantes Plads. Dość osobliwa sztuka. Krocząc wzdłuż Ogrodów Tivioli, najstarszego parku rozrywki w Kopenhadze, zrobiliśmy sobie zdjęcia z pomnikiem Hansa Christiana Andersena. Tego Pana raczej nikomu nie trzeba przedstawiać. Jeśli tak… to nie wiem gdzie wy żyliście… pod kamieniem?

Następnie spacerowaliśmy szukając cienia, choć to było trudne, wzdłuż Ved stranden, aż do Nyhavn, nowego portu z kolorowymi domkami. 

Byliśmy tak zmęczeni, że poszliśmy na plaże, gdzie zdrzemnęłam w cieniu pod drzewem, a młody wykąpał się w lodowatej wodzie. Chłód i wiatr skłonił nas do powrotu do Ystad, na prom. 

A przy okazji zaszliśmy jeszcze do Lidla w Kopenhadze, Izi znalazła paluszki, może nie lajkoniki, ale zawsze coś. 

Wracając zatrzymaliśmy się na zdjęcia przy moście nad Sundem, ale już tak wiało, że praktycznie biegiem wróciłam do samochodu. 

Wyprawa udana, chociaż było za gorąco na zwiedzanie i większości nie zobaczyliśmy, ale i tak się cieszę. Wróciliśmy tak zmęczeni, że w kajucie praktycznie od razu zasnęliśmy.

Dodaj komentarz