Dawno nie wstawiałam nic na bloga, bo miałam zastój czytelniczy, przez przebodźcowanie. Ale już to nadrabiam. Ta książka uratowała mnie z zastoju. Nie spodziewałam się, że mi się spodoba, bo nie przepadam za młodzieżówkami. Natrafiłam na kilka naprawdę słabych, ale ta, ta jest zupełnie inna.
Czasem nie warto walczyć z przeznaczeniem…
Emilie ma naprawdę idealne życie, kochającego chłopaka, który spełniał wszystkie warunki z jej listy i stypendium. Tyle, że to tylko pozory. Dziewczyna robiła, to co od niej wymagano, oczekiwano, że będzie potulną myszką. Przez to zgubiła się i nie wiedziała kim jest. Pod maską idealnej uczennicy, skrywała zranioną, samotną osóbkę, która wciąż przeżywa rozwód rodziców i blokuje emocje.
Walentynki stają się dniem w którym wszystko się zaczyna i jednocześnie kończy. Emilie po zobaczeniu jak jej chłopak całuje się z byłą, straceniu stypendium i informacji o wyprowadzce ojca, wpada w pętle czasu. Ten okropny dzień wciąż się powtarza. Dziewczyna stara się zapobiec wszystkim niefortunnym wydarzeniom. Zaczynając od nie spotkania się z Nickiem, tajemniczym i początkowo aroganckim chłopakiem. Jednak to właśnie on stanie się kluczem do ucieczki z pętli czasu.
Jak można się domyślić, Emilie i Nick są dla siebie stworzeni. Znają się krótko, ale dziewczyna czuje się przy nim bezpiecznie i może pozwolić sobie na bycie sobą. Oboje, w walentynki robią wszystko co chcą- dzień bez konsekwencji. Bez zahamowań, bez zasad, bez udawania, bez nadmiernej perfekcji.
Książka pokazuje, że tylko jeśli będziemy sobą, będziemy w pełni szczęśliwi.
“Przestań się przejmować uszczęśliwianiem wszystkich dookoła. […] Łatwiej jest mówić to co inni chcą usłyszeć”
Bardzo polubiłam główna bohaterkę, po części rozumiem jej ból w dążeniu do perfekcji. Nick też był niczego sobie.
Popłakałam się w momencie, gdy opowiadał o swoim bracie i w momencie, gdy uznał, że najlepiej będzie odrzucić Emilie tuż po walentynkach, udając że ich dzień i pocałunek był tylko zabawą.