„Medea z wyspy ognia” Magda Knedler

To już druga część historii Medei, która niczym jej antyczna imienniczka, przeżyła zdecydowanie za dużo dramatów. Bohaterka musi odnaleźć się w wojennej rzeczywistości, czasem nawet złamać daną przysięgę i zrobić coś z rozsądku, a nie z miłości. 

Tym razem Mada ukazana jest jako silna, niezależna kobieta, o socjalistycznych poglądach. Pragnie się uczyć, jednak nie jest to możliwe bo wybucha I wojna światowa i zaburza cały porządek rzeczy i plany Mady i Horsta. Doktorek, jak nazywała go Teresa, zachował się bardzo nieodpowiedzialnie i przy zbliżającym się zagrożeniu wyjechał “ratować” starą pacjentkę ( siostrę starego przyjaciela). Nie zabrał swojej narzeczonej ze sobą. Mieli się pobrać po jego powrocie, co za idiotyzm, przecież Horst już nie wrócił z tej wyprawy. Słuch po nim zaginął. 

Mada poradziła sobie bardzo dobrze. Była ich teraz trójka, ona, Teresa i nienarodzone dziecko, któremu musiała zapewnić dom. Wspięła się na wyżyny swojego sumienia i ożeniła się z Adamem. Uważam, że zachowała się bardzo odpowiedzialnie. Miała teraz dom, męża, pasierba i przyszłość dla córeczki. Niestety ich relacje małżeńskie były na początku oschłe, bardziej partnerskie, zero dotyku i osobne sypialnie. Adam był naprawdę wyrozumiały, kochany i utożsamiał bezpieczeństwo i spokój. Jednak z czasem Mada zrozumiała, że kocha tego człowieka. 

Bohaterka, okazała się silniejsza niż na początku swojej historii. Dalej poszukiwała swoich korzeni, ale dodatkowo odkrywała swoje talenty – pisanie i nauczanie języków. Przy wsparciu Marie Wegner napisała artykuł o antycznej Medei i jej życiu. 

Ta książka pokazała, że nawet podczas wojny i z duchami przeszłości, można żyć i znaleźć w nim jakiś sens. 

Książka skupia się na sile kobiet. Pokazuje, jak kobiety walczyły podczas wojny, ratując życie w szpitalach polowych, organizując zakazane spotkania, na których poruszały tematy dla nich ważne – równouprawnienie czy w domu próbując po prostu przeżyć. 

Poruszająca historia niczym z mitologii, z wojną w tle. Jestem pełna podziwu, jak autorka połączyła mitologiczną opowieść o Medei z fabularną fikcją i cząstkami prawdy. Nie jestem zwolenniczką mitologii, wręcz jej nie lubię, ale w tym przypadku, mit o Medei mnie zaciekawił i jak w pierwszym tomie, zachwycił.

Pokochałam pierwszy tom, drugi też trafił już do mojego serca. 

PS. Przecież zakończenie jest otwarte. A trylogia, to trzy książki…więc czekam z niecierpliwością.

Dodaj komentarz