Już wcześniej na Goodreadsie podzieliłam się wrażeniami, po przeczytaniu tej książki, jednak teraz trochę bardziej się nad nią porozwodzę.
Zacznijmy od tego, że książka jest fascynującym kryminałem, napisanym naprawdę w inteligentny sposób. Przez co na początku, trudno się połapać, o co chodzi w całej historii, przeplatanej listami od Leo.
Czytając, zgubiłam się trochę, ale z czasem się odnalazłam. Dla jasności, nie mam zamiaru zdradzać, o co w tym wszystkim chodzi. Podpowiem, uważajcie na Leo…
Autorka wprowadza nas w klimat Bostońskiej Biblioteki, starego i majestatycznego budynku, który inspiruje pisarzy. Właśnie tam poznają się nasi bohaterowie Freddie, Cain, Whit i Marigold. Czwórka zupełnie różnych osób, z różną przeszłością i innymi planami na przyszłość. Jednak coś ich połączyło – kobiecy krzyk. Zaczęli rozmawiać, a nawet się zaprzyjaźnili. Przypadek? Przeznaczenie? A może to wszystko było ukartowane przez jedno z nich? Tajemnica wyczuwalna jest już od pierwszych stron.
Poplątane wątki, morderstwa, spiski i doganiająca bohaterów przeszłość. Idealna zbrodnia nie istnieje…
Dodatkowo, motyw biblijny, perfekcyjnie wprowadza klimat grozy i jednocześnie nakierowuje na rzekomego mordercę. Kain i Abel… coś komuś świta?
Wnioski? Wciągająca książka, która namąci ci w głowie od pierwszych stron. Zwroty akcji, sprawia że oczy wyskoczą Ci z orbit. A delikatne akty miłosne, rozczulą, wrażliwością opisu.