Nigdy Cię nie opuszczę

Stolik kawowy stojący przy małej czerwonej kanapie zniknął pod stertą zużytych chusteczek. Poduszki z szarymi frędzlami, które często bywały obiektem moich zabaw, są wilgotne od łez. Widocznie chusteczki się skończyły, bo malutka wyciera we mnie twarz. Nie jestem w stanie wygramolić się spod jej ciężaru, ale nawet gdybym mógł, to bym tego nie zrobił. Nie zostawię jej teraz. Widziałem wszystko, co działo się tutaj jakiś czas temu, pamiętam, tylko, że nie do końca to rozumiem.

Ta mała ma imię Eliza, ale jej mama często woła na nią Lizi. Zawsze ubiera się w jakieś kolorowe materiały, i ze swojego długiego futra na głowie czesze dwa końskie ogony. Nie lubi jeść szynki, którą kupuje mama, dlatego zawsze siedzę przy niej, gdy je śniadanie i zjadam jej kawałki mięsa. Jest moją najlepszą przyjaciółką, uwielbiam spać w jej miękkim łóżku, wtulając się w nią albo opierając głowę na jej ramieniu. Tylko, że ostatnio rzadko śpi sama w swoim pokoju. Chodzi wieczorami do sypialni mamy i taty. To takie duże pomieszczenie, gdzie znajduje się moje ulubione okno. Mama oczywiście zawsze mnie wygania, mówi, że nie wolno mi tam wchodzić bo na szybie zostawiam ślady mojego nosa. Przecież ja tylko wypatruje ptaków i innych obcych wchodzących na nasze podwórko, dodatkowo tylko tam parapet jest wystarczająco szeroki, abym mógł tam usiąść. Eliza kładzie sie od jakiegoś czasu na miejscu taty. A w zasadzie od momentu jego wyjazdu. W ten dzień bardzo płakała, nawet gorzej niż teraz.

-Mój tata jedzie na poligon, wiedziałeś o tym Pi? – zapytała mnie – Nie będzie go pół roku. Tak powiedziała mama- kontynuowała ze szklistymi oczami, ocierając mała rączką łzy spływające jej po policzku.

Mruknąłem i położyłem się przy niej na jej różowej pościeli. Słyszałem jak mama i tata rozmawiają o tym czymś, ale nie wiedziałem, co to jest, więc nie zawracałem sobie tym głowy. Widać to było ważne dla mojej Lizi.

-Ale ty będziesz ze mną zawsze, prawda? Nie zostawisz mnie? Nie uciekniesz? – zapytała, wpatrując się w moje złote oczy. Zamknąłem je powoli i otworzyłem z powrotem na znak zgody. Chciałbym jej powiedzieć, że nigdy jej nie zostawię, ale z mojej buzi wyrwało się tylko krótkie… “miau”. Nie rozumiałem dlaczego tata wyjeżdżał na ten “poligon” i zostawiał Elizę i mamę. Tyle, że często zostawaliśmy sami, w trójkę, ja plus dziewczyny. Widocznie tata już wcześniej wyjeżdżał na te “cosie”. Możliwe, że to dlatego za którymś razem gdy nakładał mi do miski mokrego jedzenia, powiedział:

-Pilnuj moich gwiazdek Pi.

Teraz nabrało to sensu. Zostawiał je pod moją opieką.

Ten czas mija bardzo powoli. Moja Eliza zaznacza dni w kalendarzu, do przyjazdu taty. Nie potrafię liczyć, ale wzrok mam naprawdę dobry – tata powinien przyjechać dziś. Tyle, że jest wieczór, a moja przyjaciółka wtula sie w moje futro, nie przestając płakać. Tata nie przyjechał.

-Kochanie- mówi mama, siadając koło nas na różowej pościeli w pokoju Lizi- przedłużyli tacie poligon. Przyjedzie na dwa, góra trzy tygodnie. Przykro mi skarbie – mówi obejmując Elizę.

Dziewczynka patrzy teraz na mamę z czerwonymi oczami od łez.

-Dlaczego tata tak często wyjeżdża? Nie powinien nas zostawiać, prawda? Tak nie można. Tak nie powinno być… – prawie krzyczy wybuchając ponownie płaczem. – Tęsknie za nim…

Nie mogłem nic więcej zrobić, poza polizaniem mojej Lizi po ręce i spojrzeniem w jej przepełnione łzami oczy i miałknąłem. W tym jednym miałku chciałem przekazać jej, że ja nigdy jej nie opuszczę, NIGDY. Żałowałem wówczas, że jestem TYLKO KOTEM.

Dodaj komentarz