Nie patrz w dół

Długi weekend sierpnia już za nami. Nie polecam szukania noclegu na ostatnią chwilę, bo to graniczy z cudem i zajmuje zdecydowanie za dużo czasu. Naszym celem był Sky Bridge i Sky Walk w Dolni Morava. Oczywiście wiedziałam, że Izi, będzie się bała mostu, bo ma lęk wysokości, ale nie spodziewałam się, że aż tak bardzo. Ale po kolei.

Wyjechaliśmy po 15 z Międzyrzecza. Jechaliśmy nowiutką  Eską, której mapa nie wykrywała i wciąż wariowała. W Bolkowie zjechaliśmy i tam zaczęła się zabawa. Izi wsiadła za kółko, a tata wybrał trasę przez Czechy-, bo szybciej. Jeju, ale były zakręty. Po przed 19 byliśmy w Dusznikach Zdrój, gdzie znaleźliśmy nocleg. Mała miejscowość uzdrowiskowa. Szczerze, trochę zaniedbana, ale miała swój klimat. Rano następnego dnia ruszyliśmy do naszego punktu docelowego.

Zaparkowaliśmy na samym dole, więc musieliśmy wspinać się 1km aż pod wyciąg. Wyższe parkingi były pełne. Taka idealna rozgrzewka.

Dolni Morava. Znajduje się tam Ścieżka w obłokach, stojąca 55 m nad ziemią, na wysokości 1116m n.p.m. z pięknym tarasem widokowym (710m) . Mieliśmy tam ciekawą przygodę, chociaż „ciekawa” to za mało powiedziane. Okazało się, że nasze bilety straciły ważność, więc nie mogliśmy wejść na atrakcje. Próby rozmowy z pracownikiem nic nie dały, więc musieliśmy kupić bilety jeszcze raz. Po tym wypadku, nie mieliśmy już większych problemów.  Przespacerowaliśmy się w obłokach. Trochę wiało, ale widoki były nieziemskie.

W 2022r otwarto tam najdłuższy na świecie most wiszący, łączący dwa grzbiety górskie Slamnik i Chlum. Sky Bridge 721 znajduje się 95 m ponad dnem doliny i pozwala na zobaczenie czegoś pięknego. Jeśli ktoś oczywiście patrzy na boki. Izi, była tak przerażona, że jej martwym punktem, w który patrzyła się przez całą długość mostu, był jego koniec. W momencie, gdy zaczęło kołysać tą kładką, też się trochę bałam, ale starałam się podziwiać widoki. Chłopaki za nami, prawie skakali, doprowadzający tym samym Izi do stanu przed zawałowego. Boże ile się uśmiałam. Na Moście jest ruch w jedną stronę, więc aby zejść z góry trzeba przespacerować się żółtym szlakiem „Osi czasu”. Co jakąś odległość są tabliczki z kawałkiem historii, ale szczerze trochę nie ciekawe. Ale kto co lubi. Szlak był dość długi, więc jak większość ludzi, gdy doszliśmy do stoku narciarskiego, to właśnie nim zeszliśmy do wyciągu, dość stromą ścieżką. Więc, gdy jedziecie w góry, ubierzcie dobre buty.

Droga w dół kolejką linową trwała chwilę, natomiast i tak musiałyśmy z Izi siedzieć i czekać na chłopaków. Zachciało im się zjechać na saneczkach/ bobslejach/ saneczkach grawitacyjnych – jak zwał tak zwał. Ich zjazd powinien trwać 8 min, więc byłyśmy przekonane, że to oni będą czekać na nas. Jednak minęło 10 minut, potem 30 minut i godzina, a ich wciąż nie było. Po ponad godzinie zobaczyliśmy jak wychodzą z stacji końcowej. Okazało się, że godzinę stali w kolejce.

Następnego dnia zwiedziliśmy Kłodzko. Chłopaki 3 godziny spędzili w Twierdzy Kłodzkiej, a my na starym rynku, popijając pyszną kawę i jedząc szarlotkę.

Dodaj komentarz