Rozpoczęliśmy standardowo – na lotnisku. Sam lot został opóźniony , pilot nadrobił trochę w powietrzu, ale lądowanie było OKROPNE.
Niedziela – dzień 1( nie licząc soboty, dotarliśmy w nocy do hotelu)
Wiele się nie działo, bo postanowiliśmy zobaczyć trochę Santa Susanna. Piękne szerokie plaże, gdzie, ku naszemu zaskoczeniu, nie było tłumów. Hotel w dobrej lokalizacji, bo tuż obok mieliśmy super dyskotekę, a wystarczyło wyjść przez główne drzwi i wchodziło się do smacznej i niedrogiej restauracji.
Poniedziałek- dzień 2
Wykupiliśmy wycieczkę przez Get transfer Barcelona z polskim przewodnikiem. Busem ruszyliśmy z Santa Susanna, aż do mylnie nazywanej stolicą Hiszpanii, Barcelony. Podczas podróży nasz przewodnik przybliżył nam historię Katalonii i życie codzienne w Barcelonie, gdzie sam mieszka. Pierwszym punktem był Stadion Camp Nou i muzeum klubu FC Barcelona. Dla fanów piłki nożnej to miejsce jak ze snów, jednak na mnie nie robiło wrażenia. Po obkupieniu się przez młodego w sklepie klubowym ( koszulka, spodenki, skarpetki, breloczek i szalik) pojechaliśmy do Parku Guell, który jak powiedział nam przewodnik z zamysłu Gaudiego miał być luksusowym osiedlem, ale nigdy nie zostało ukończone, więc postanowiono stworzyć tam darmowy park, gdzie ludzie będą spędzać czas, tak też było, jednak z przypływem turystów, postanowiono, ustalić opłaty za wejście. Nawet mieszkańcy Barcelony muszą opłacać wejście. Różnorodna roślinność, budynki ozdobione mozaiką i wielka jaszczurka przejściu. Z wyższych partii ogrodu można zobaczyć piękną panoramę Barcelony. Kolejnym punktem, na który pojechaliśmy busem była wielka Sagrada Familia, kolejne dzieło Gaudiego, którego budowa trwa już ponad 130 lat. Modernistyczna świątynia będzie największą świątynią w Europie. Nie weszliśmy do środka, bo po pierwsze była duża kolejka, a po drugie, nie interesowało nas wnętrze. Cała budowla jest trochę niespójna i przepełniona symbolami z biblii. Myślałam, że zrobi ona na mnie wrażenie, jednak nie było to jakieś wielkie wow. Kilka zdjęć i jechaliśmy dalej. Przewodnik zawiózł nas na najbardziej uczęszczaną ulice Barcelony –La Rambla, przy której znajdował się bazarek ze świeżymi owocami, mięsem, przyprawami i serami. Na końcu ulicy La Rambla, tuż przy porcie znajdował się Pomnik Kolumba, który ręką wskazywał na port. To wysoka kolumna licząca 40 m z tarasem widokowym i 7,2m posagiem Kolumba na czubku. Tam na La Rambla mieliśmy dwie godziny czasu wolnego, więc wykorzystaliśmy go na spacer gotyckimi, wąskimi uliczkami, zobaczenie Placu Królewskiego. Następnie przewodnik odebrał nas z umówionego miejsca i ruszyliśmy dalej na objazdówke po mieście, które według legendy założył Herkules. Zobaczyliśmy Wzgórze Montjuic, czyli “zielone płuca” Barcelony, gdzie zwiedziliśmy stadion olimpijski i basen, z którego rozpościera się wspaniały widok na panoramę miasta. Dalej kolejny punkt widokowy przy „czerwonej kolejce” Teleferico del Puerto, z którego widzieliśmy cały port. Następnie zatrzymaliśmy się przy Casa Batllo, czyli budynku inspirowanym marzeniami sennymi, którego autorem był Antoni Gaudi i Casa Mila, dom wpisany w 1984 r na Listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości. Na końcu zrobiliśmy zdjęcia przy Łuku Triumfalny, zbudowany z czerwonej cegły, przypomina trochę Luk z Paryża, ale jest mniejszy i nie robi takiego wrażenia.
Podsumowując całą Barcelonę, to szczerze, nie urzekła mnie. Problem z kanalizacją, brud, bieda i za dużo wszystkiego, jedna wielka mieszanka kultur i historii, tym samym miasto pozbawione całego uroku i klimatu. To moje zdanie, znam wiele osób, które zakochały się w Barcelonie. Jednak ja, całym sercem kocham Paryż, więc ciężko będzie mnie teraz zachwycić. Mimo, że miasto było takie sobie, to przewodnika aż chciało się słuchać, tak ciekawie opowiadał, w życiu nie dowiedziałabym się tyłu rzeczy o Barcelonie, Hiszpanach i Katalonii.