Katalońskie wycieczki cz.2

Dzień 3- wtorek

Tym razem bez przewodnika, bo to ja znalazłam przepiękne ogrody botaniczne w Blanes. Miasteczko znajdujące się 11 km  od Santa Susanna, można odwiedzić dzięki kursującym tam pociągam. Wykupiliśmy bilety, dzięki którym można ile wlezie (requrent). Potem, z racji, że stacja jest na obrzeżach miasta, wzięliśmy taksówkę (ok. 10 Eur), która zawiozła nas pod same ogrody. Jardi Botanic Marimurtra to ogród botaniczny, którego fundatorem był niemiecki przemysłowiec Karl Faust, dzięki niemu można teraz spacerować wśród egzotycznych roślin, malowniczych alejek i tarasów, podziwiać błękitne morze. Na skraju ogrodu znajduje się altana Linneusza, która przypomina małe świątynie w Grecji. Czuć klimat śródziemnomorski. 

Dzień 4 – środa

Montserrat to katalońska Częstochowa, a w dokładniej Łysa góra, główne miejsce kultu Czarnej Madonny i jednocześnie fenomen przyrodniczy. Klasztor nas nie interesował, chociaż wykupiliśmy bilety na Czarna Madonnę, to nam głównie zależało na widokach i spacerze. Wjechaliśmy na szczyt góry, kolejką, która wspinała się po zboczu góry, przez co z dolnego okna widać było wszystko. Na szczycie, było niesamowicie, widoki i ten wiatr, którego brakowało nam na dole. Górskim szlakiem, na którym nikogo nie było, ruszyliśmy w dół. Było dość stromo, więc nie polecam tam chodzić w klapkach czy sandałach- szpital gwarantowany. Taka ciekawostka- w klasztorze mieszka 80 czy 70 mnichów, ale przenieśli się do mniejszego i niżej położonego budynku, przez ilość turystów. Z tego samego powodu wjazd na Montserrat jest płatny, a nie był zaledwie 5 lat temu. Po zejściu z góry, zrobieniu milionów zdjęć, weszliśmy do bazyliki w której znajduje się Czarna Madonna. Według legendy figurka została znaleziona w IXw. pasterze z pobliskiej wioski mieli zobaczyć światło i usłyszeć „anielską muzykę”. Znaleźli ją w jaskini, w miejscu której powstała kapliczka Santa Cova. Kiedy próbowano ją przenieść, rosła do olbrzymich rozmiarów i nie można było jej ruszyć. Do Czarnej Madonny była ogromna kolejka, więc nie poszliśmy i nie dotknęliśmy jej kuli płodności. No trudno (ironia). Z tym samy przewodnikiem, który opowiadał nam o Barcelonie, wróciliśmy z Montserrat. Niesamowicie ciekawie przekazywał swoją wiedzę, a Olo znalazł z Nim wspólny język – mecze piłki nożnej. 

Dzień 5- czwartek 

Rejs statkiem do Tossa de Mar. Wycieczkę wykupiliśmy pierwszego dnia w Hiszpanii, z polecenia Pani, która nas przywiozła. Duży autobus zbierał ludzi po hotelach i odwoził na statek w Lloret de Mar. Z tamta wraz z przewodniczką, która oprowadziła nas po starej części miasta zobaczyliśmy ruiny zamku, kościoła, używanego obecnie jako muszla koncertowa i latarnia morska, w której znajduje się małe muzeum najciekawszych historii latarni na świecie ( można tam znaleźć jedną z Polski). Klimatyczne miast, mimo że tłoczne to urokliwe, stare i zdecydowanie ładniejsze niż Barcelona, bo miało duszę. Dalej po zwiedzaniu pojechaliśmy do bodegi- piwnicy z winami, gdzie mogliśmy zdegustować 28 trunków ( win +likierów), spróbować kiełbas i serów, no i oczywiście kopić co nieco. 

Następnego dnia był już tylko plażing, a ja się trochę przeziębiłam, więc kupiłam leki i poleżałam kilka godzin w łóżku, czytając lub oglądając coś na Netflixie.

W sobotę wylatywaliśmy, oczywiście lądowanie w Polsce było okropne. Nie cierpię lądowań.

Katalońska wycieczka była baardzo udana.

Dodaj komentarz