Paryska przygoda

Czy da się zwiedzić Paryż w dwa dni? Myślałam, że ze względu na jego piękno, wielkość i ilość zabytków, jest to niemożliwe. Jednak dokonałyśmy niemożliwego. Po całonocnej jeździe autobusem, dotarliśmy do miasta, które siedzi w moim sercu odkąd pamiętam. Jak byłam mała, miałam fototapetę z Wieżą Eifflą, mnóstwo książek i figurek. Może to przeznaczenie? W końcu spełniłam moje największe marzenie.

Metrem ruszyliśmy na zwiedzanie. Z ważniejszych zabytków tego pięknego miasta, zobaczyliśmy Ratusz i Hotel de Ville. Potem spacerkiem przez most aż pod katedrę Notre Dame, najbardziej ikoniczną budowlę gotycką na świecie. Jednak z powodu pożaru w 2019r, duża jej część, wciąż jest w remoncie. To nie przeszkodziło mi, abym mogła zachwycać się jej urokiem i skomplikowaną architekturą. Nie mogę też pominąć kamienic, które może nie miały za sobą tak wieloletniej kariery, ale były naprawdę niesamowite. Te małe balkoniki, na nich drzewka w doniczkach i gdzieniegdzie stoliczek z krzesłem. Gdy zamknę oczy widzę tam siebie, jak popijam sobie tam wino lub kawę i po prostu piszę. Stamtąd przespacerowaliśmy się do Dzielnicy Łacińskiej, na której znajduje się Shakespeare and Company- księgarnia, do której ustawiona była niekończąca się kolejka. Potem zobaczyliśmy oszałamiający Uniwersytet Sorbona i Panteon, pod którym przewodniczka opowiedziała nam wiele ciekawostek o Marii Skłodowskiej-Curie. Kolejnym punktem zwiedzania był Pałac Luksemburski i jego wielkie i bujne ogrody, przy których aż zaparło mi dech. To właśnie w nich pierwszy raz zapodziali nam się uczestnicy wycieczki. Przewodniczka powiedziała, że spotykamy się przy Fontanie, na prawo od pałacu. Ponad 10 osób poszło w inne miejsce i trzeba było ich szukać. Potem różnymi uliczkami i skwerami, mijając pomnik francuskiego pisarza Michała de Montaigne’a, który miał przynosić szczęście i wenę twórczą, wszystkim osobom, które dotkną jego buta. Oczywiście znalazł się czas wolny, podczas którego zaczęło padać.  Po chwilowym oberwaniu chmury, słońce wróciło i mogliśmy ruszać do dzielnicy Montmarte, czyli najbardziej romantycznej dzielnicy Paryża. Odwiedziliśmy też muzeum Peti Palais, w którym mogliśmy zobaczyć niesamowite sklepienia, rzeźby i obrazy, jednak przy wejściu pojawił się problem, bo nie wpuszczali tam grup, wiec musieliśmy chwilę odczekać, zdjąć słuchawkę(audiogaiuda) i znowu wejść. Nie trwało to długo, bo został nam jeszcze trzy ważne punkty do zrealizowania planu. Raz pieszo raz metrem przemieszczaliśmy się po różnych dzielnicach Paryża, z przerwą na obiadokolacje ok. 16.30. Następnie dotarliśmy na Pola Elizejskie, (Champs-elysees) – robiły niesamowite wrażenie. Długa ulica droższych sklepów, skwerów i tłumu ludzi. Na jej końcu znajdowało się największe rondo w Paryżu, na środku, którego stał Łuk Triumfalny. Aby dostać się w to miejsce można było pojechać metrem i wysiąść na stacji Charles De Gaulle Etoile, bo tak nazywał się plac, na którym znajdował się łuk. Przewodniczka zaprowadziła nas pod niego, przechodząc przez podziemny tunel. Nie weszliśmy na szczyt, ponieważ była zbyt duża kolejka. Potem poszukaliśmy napisu po polsku na Ścianie Miłości i weszliśmy po sporej ilości schodów, które po całym dniu chodzenia, wydawały się niekończącą się katorgą, aby zwiedzić Bazylikę Sacre-Coeur. Olbrzymią białą budowlę, która odznaczała się na panoramie Paryża. Niedaleko niej, znajdował się plac artystów, na którym poczułam się wręcz, jakbym była w niebie, wszędzie rozstawieni byli artyści gotowi, aby narysować twój portret, bądź sprzedać obraz. Wokół tego klimatyczne kamieniczki z balkonami, kawiarenki ze stolikami i pęknie pachnącymi croissantami. Potem oczywiście musieliśmy znowu zejść po schodach, aby dostać się na most zakochanych i najbardziej romantyczną dzielnicę stolicy Francji, czyli Montmartre. A tuż obok znajdował się inna ikona miasta- Moulin Rouge. Dodatkowo, przewodniczka pokazała nam też dzielnicę Pigalle, na której znajduje się plac o tej samej nazwie, charakteryzujący się oświetlonymi neonami, czerwoną latarnią i słynnymi klubami nocnymi. Tam właśnie, jak w wielu innych miejscach znajdowała się specjalnie zrobiona krata, z której wychodziło powietrze z metra, z dość szybką prędkością, więc można się było poczuć jak Merlin Monrou. Na tym miał się zakończyć pierwszy dzień zwiedzania, jednak, gdy wracaliśmy metrem do hotelu, z przesiadką na stacji Nation to uzgodniliśmy, że musimy zobaczyć Wieżę Eiffel nocą. Tak, więc, po 45minutach, które starczyły na szybką toaletę, przebranie się i odpoczynek dla nóg, zebraliśmy się wszyscy w holu. Okazało się, że ponad połowa grupy zaangażowała się w ten plan, który był dość spontaniczny i wręcz idealny. Pani przewodnik zeszła z nami do metra i pomogła nam kupić bilety, po czym pokierowała nas, na jakiej stacji musimy wysiąść i jak znaleźć się na placu, z którego najlepiej widać wieże. Z naszej stacji przy hotelu była prosta droga, bez przesiadek, więc, wystarczyło, że wysiedliśmy na stacji Trodcadero. Jechaliśmy dość długo, bo musieliśmy minąć ok. 20 stacji, niektórym oko się przymykało, ale ostatecznie udało się dojechać, nikogo nie gubiąc. Widok rozświetlonej wieży robił ogromne wrażenie, mój brat tak się rozpłakał, że ciężko go było uspokoić. Ja też o mały włos nie wybuchłam płaczem ze wzruszenia. Odkąd pamiętam moim marzeniem było zobaczyć Paryż i Wieżę Eiffla. Ogromna metalowa konstrukcja zaczynała migotać o pełnych godzinach, więc wystarczyło, że poczekaliśmy 10 minut i zaczęła migotać niczym diament na słońcu, lub kręcąca się kula dyskotekowa. Żeby było ciekawiej zgubili się na nam ludzie. Dwie osoby wróciły szybciej, dwie po poszukiwaniach się znalazły, ale ze względu na ich rocznice ślubu zostali na piwko i wino, aż do drugiej w nocy na placu Trocadero, a z kolei dwie inne Panie, nie mogły nas znaleźć, więc wróciły same, kilka minut po nas. Tak zakończyliśmy ten dość meczący dzień, podczas którego zrobiłam 27 135 kroków i ok. 18 km na pieszo, nie wliczając to trzech lub czterech przejażdżek metrem.

Następny dzień zaczynaliśmy francuskim śniadaniem w hotelu, przepyszne maślane bułeczki z czekoladą, croissanty i bułeczki razowe, do tego kawa lub sok. Potem zapakowaliśmy walizki do autobusu i ruszyliśmy metrem do Luwru. Wysiedliśmy na stacji Palais Royal Mee Luvre. Mieliśmy jeszcze czas, więc skierowaliśmy się do Palais-Royal, czyli jednego z ważniejszych budynków urzędowych we Francji. Na jego placu znajdowała się ogrodzona płotem dziura, w której stał pojedynczy słup. Wokół niego w wodzie można było zobaczyć mnóstwo grosików. Jeśli trafiło się na słup i pieniążek tam został, to oznaczało, że wróci się kiedyś do Paryża. Mi się udało trafić, więc to jest oczywiste, że wrócę. Następnie poszliśmy już do muzeum. Na środku placu stała ogromna szklana piramida mierząca 21, 65metrów, która robiła ogromne wrażenie. Przytłaczała. Najbardziej zwracała uwagę i nie pozwalała o sobie zapomnieć. Mieliśmy 2 godziny, aby zwiedzić Luwr, zobaczyć Mona Lise, Leonarda da Vinci i Wenus z Milo, Pokoje Królewskie czy Nike z Samotraki. Następnie mieliśmy udać się metrem do muzeum perfum. Jednak coś poszło nie tak. Pani przewodniczka powiedziała, że wysiadamy na stacji Charles De Gaulle Etoile, aby przesiąść się na 9 i tym podziemnym pociągiem dostać się niedaleko muzeum perfum. Tylko, że nie mieliśmy dobrego odsłuchu i raz było coś słychać, a raz nie, więc mało kto zrozumiał, kiedy powiedziała, że pomyliła stacje, podczas gdy drzwi metra zamykały się na tej odpowiedniej. Nikt nie wiedział, czy w końcu mamy wysiadać, czy nie. W którymś momencie przy kolejnej stacji, ktoś stanowczo krzyknął „WYSIADAMY”. Wysiedliśmy. Jak się okazało wysiadło 41 osób, a przewodniczka pojechała dalej z trzema pozostałymi osobami. Zadzwoniliśmy do niej. Wróciła się, ale była to stacja bez przesiadek, więc nie udało jej się do nas dostać. Kto by pomyślał, że to przewodniczka się zgubi, a nie my. Wcześniej coś nam nie pasowało, ale nie chcieliśmy jej poprawiać. Dogadaliśmy się, że pojedziemy stację dalej, tak, aby się przesiąść i wrócić się o dwie, na Roosvelta, tam dopiero spotkać się z przewodniczką i ruszyć na odpowiednią stacje. Udało się. Pochwaliła nas, że nigdy się tak nie cieszyła na widok swojej grupy i już nie mówiła, że jesteśmy niezorganizowani i wolni. W ten zabawny sposób dostaliśmy się niedaleko muzeum perfum, minęliśmy piękną operę, która akurat była w remoncie, więc nie mogliśmy zobaczyć jej w pełnej okazałości. We Fragonad mogliśmy poznać historię najsłynniejszych zapachów i nawet je powąchać, no i oczywiście kupić. Na nasze nieszczęście złapał nas okropny deszcz, gdy szliśmy do największej galerii w Paryżu, galerii Lafayette, która zachwycała pod każdym kontem. Na 7 piętrze był taras widokowy skąd mogliśmy zobaczyć piękną panoramę miasta. Potem ruszyliśmy w kierunku restauracji, w której mieliśmy jeść obiad. Przy okazji zahaczyliśmy o hotel, z którego po raz ostatni wyjechała księżna Diana przed wypadkiem i kamienice Fryderyka Chopina z tabliczką upamiętniającą. Po obiedzie metrem przejechaliśmy znowu na plan, Trocadero, aby tym razem za dnia zobaczyć wieże w pełni okazałości. Była niesamowita, ale jednak inna niż w nocy. Za dnia nie wydawała się już taka magiczna, tylko wręcz przytłaczająca i nierealistyczna, jakby ktoś ją wkleił w panoramę miasta.  Podeszliśmy pod nią, aby stanąć w kolejce do wjazdu. Chcieliśmy wjechać na samą górę, jednak wiatr pokrzyżował nam plany i trzecie piętro zostało zamknięte. Obie z matką wariatką postanowiłyśmy, że musimy przecież po coś tu wrócić, więc odpuściłyśmy sobie wjazd i pojechał tylko mój brat z ciocią. My z kilkoma osobami, które tak jak my się rozmyśliły, poszłyśmy na kawę. Robiło się coraz chłodniej, a ja z powodu odcisków i obolałych palców, ubrałam sandały, przez co naprawdę marzłam. Przez ten wiatr rejs statkiem po Sekwanie się opóźnił i zamiast wypłynąć o 20.30, czekaliśmy godzinę, aż do 21.30. W sumie to wyszło nam na dobre, bo niektórzy dopiero po 21 zeszli z wierzy i pojawili się na miejscu zbiórki. Cały rejs trwał około godziny i mogliśmy zobaczyć Paryż nocą, oświetlony. Na tej łodzi, można było odpocząć od chodzenia, usiąść i delektować się urokami Sekwany. Następnie czekał na nas autobus, ostatni raz objechaliśmy rondo przy Łuku Triumfalnym i pożegnaliśmy się z migającą już Wieżą Eiffla.

Dodaj komentarz