„Można zabezpieczyć się przed wszystkimi wypadkami, ale wobec śmierci, my ludzie, jesteśmy całkiem bezbronni”
Epikur
Tak, wiem, że recenzowanie książek jednego autora, może wydawać się nudne, ale jest wręcz przeciwnie – bardzo interesujące i pouczające.
Guillaume Musso zadebiutował thrillerem „Skidamarink” w 2001r, a potem w 2004 wydał „Potem”, książkę, na której dziś się skupię. Powstała po wypadku, w którym autor brał udział i cudem uszedł z życiem, to zainspirowało go do tej historii, jednocześnie zapoczątkowało jego światową karierę.
Na początku przytoczyłam cytat z jednego z rozdziałów, który naprowadza nas na tematykę powieści. Śmierć. Dość powszechny motyw w literaturze, który można rozpatrywać na wiele sposobów. G. Musso pokazuje jak powinniśmy się przygotować do śmierci.
Tytułowy bohater Nathan Del Amico, jest adwokatem i robi swoją karierę poświęcając życie prywatne – rozwodzi się ze swoją żoną, kobietą, którą kocha ponad życie i, za którą prawie oddała życie. Uosabia on wszystkich pracoholików, którzy kosztem rodziny, dążą do awansu, zapominając o tym, co w życiu najważniejsze. Potrzebują impulsu, który pozwoli im zobaczyć, jak niszczą sobie życie. Dla Nathana szansą okazał się lekarz, który pojawił się w jego życiu, dość niespodziewanie. Mówi mu o śmierci, i o tym, że widzi, kto ma umrzeć. Ta informacja lekko dezorientuje adwokata i jednocześnie przeraża. Czy to będzie oznaczać, że on ma umrzeć? Taka myśl siedzi w głowie bohatera. W międzyczasie doktor pokazuje mu, co to znaczy śmierć, te doświadczenia zmienią Nathana, przez co będzie chciał naprawić stosunki z byłą żoną i córką.
Oczywiście, jak zwykle czytając krzyczałam, płakałam i rzucałam się na łóżko. Nie zgadzałam się z tym, co robił bohater i z tym niejednoznacznym zakończeniem. Postaram się bez spojlerów pokazać, jak ja odebrałam rolę „Posłańca”, czyli doktora, który przyszedł do Nathana. W naszym życiu, gdy zbłądzimy zawsze pojawi się osoba, która będzie chciała nas zaprowadzić na odpowiednią ścieżkę. Uświadomi nam nasze błędy, pokazując świat od innej perspektywy, czy przygotuje na ewentualną śmierć i życie z dnia na dzień- „Carpe diem”. To właśnie jest nasz „Posłaniec” osoba, która będzie obok nas w najtrudniejszym dla nas momencie życia. Tak więc, historia mimo to, że jest nierealistyczna może być jednak prawdziwa, dla mnie jest metaforą. A dla was…?
Niesamowita książka, piękna historia, wzruszająca opowieść i niepowtarzalny przekaz… G. Musso jak zawsze zachwyca…