Dzień 1- Katania
Pierwsze kroki
O locie nie wspomnę, bo siedziałam przy oknie i tylko audiobook ratował mnie przed paniką. Żyje? Żyje, to najważniejsze. Widoki piękne, to fakt, ale turbulencje…
Lądowaliśmy na lotnisku w Katanii (Aeroporto di Catania), gdzie podstawiono nam samochód, który wcześniej wypożyczyliśmy. Prosto stamtąd wyruszyliśmy na parking niedaleko centrum miasta i wyznaczonych wcześniej atrakcji. Parcheggio Borsellino AMT jest parkingiem publicznym, ale płatnym. Ruch jest duży, więc trzeba porządnie szukać miejsc parkingowych.
Po za tym, ruch drogowy jest dość dziwny, samochody praktycznie wszystkie mają wgniecenia, parkuje się samochód przy samochodzie, a zasady… jakie zasady, przecież wysepka też jest miejscem parkingowym.
Plac Katedralny
Pierwszą atrakcją spaceru była barokowa fontanna z herbem miasta – Fontanna dell’Amenano. Stoi ona w rogu placu Duomo, wyróżnia się białą fasadą i stoi nad płynącą pod miastem rzeką. Dalej wychodzimy na Piazza del Duomo, czyli plac katedralny, który jest jednym z głównych placów miasta. W jego centrum stoi fontanna z czarnym słoniem- Fontana dell’Elefante. Z pozoru jej elementy wydają się być przypadkowe, ale tak nie jest. Słonie, które można zobaczyć w wielu miejscach w Katanii, przypominają o żyjących dawniej na wyspie słoniach karłowatych. Zwierzę to zostało wykute w skale wulkanicznej, a na swoim grzbiecie niesie egipski obelisk z Asuanu. Zwrócony jest trąbą w stronę katedry świętej Agaty, która jest patronką miasta. Katedra Świętej Agaty (Basilica Cattedrale di Sant’Agata) to barokowa budowla powstała na miejscu XI-wiecznego kościoła, zniszczonego podczas trzęsienia ziemi.
Śladami antycznych teatrów
Zjedliśmy sobie przekąskę na ciepło crousanty z czekolada, serem i pistacjami, po czym udaliśmy się do miejsca na które najbardziej czekałam, czyli do teatru antycznego. Teatro Antico Greco-romano di Catania to ruiny wzniesionego w II w n.e teatru rzymskiego, który został odkopany dopiero w XIX w. Przylega do niego mniejszy teatru Odeon, który zachował się zdecydowanie gorzej. Najdziwniejsze jest to, że te obiekty historyczne znajdują się pośród kamienic mieszkalnych.
Zamek nad urwiskiem...Houston mamy problem! Gdzie urwisko?
Warownia Castello Ursino wybudowana została między 1239 a 1250 i nazwana z łaciny Castrum Sinus- zamek w zatoce. Nad bramą, po prawej znajduje się orzeł z leżącym pod nim zającem. Jest symboliczna płaskorzeźba, gdyż, orzeł oznacza Fryderyka, którzy rządził wtedy miastem, a zając- Katanie. Tylko nie zgadza się jedno, gdzie urwisko? Gdzie zatoka? Zamek stoi na placu pośród kamienic, więc co poszło nie tak? Okazuje się, że podczas jednego z wybuchów Etna, lawa dopłynęła aż do Katanii. O dziwo nie zniszczyła ona zamku, a otoczyła go i popłynęła dalej, tym samym tworząc kolejne kilometry wybrzeża i podnosząc poziom gruntu o ok. 9 m. Przez to drugie piętro warowni stało się jej parterem. Z jednej strony zamku, zależy od której przyjdziecie widać jeszcze pozostałości- jęzory lawy (czarne skały wulkaniczne). Zamek z zewnątrz dalej pięknie się prezentuje, wygląda solidnie i pozwala poznać kawałek historii.
Kolorowe parasolki - hit czy kit?
Krętymi uliczkami, wąskimi i nie zadbanymi doszliśmy do wyczekiwanego przez Izi targu rybnego z kolorowymi parasolkami. Z racji, że była niedziela to na szczęście nie było targowiska, chyba bym nie wytrzymała smrodu ryb. Za to niektóre restauracje i bary były otwarte, zapach podobny do ryb, niekoniecznie przyjemny. Parasolki wiszące nad nami niby ładne niby kolorowe ale zniszczone, podobno były piękne, ale deszcze i burze nie okazały się dla nich łaskawe.
Ulica Etny
Via Etnea to najpopularniejsza ulica Catani z widokiem na wulkan. Zaczyna się ona na skraju Pizza Universita, czyli placu na którym znajdują się 4 latarnie z brązu przedstawiającymi katańskie legendy. Via Etnea to tętniąca życiem główna ulica handlowa Katani. W teorii powinno być widać z niej Etnę, przynajmniej tak wynika ze zdjęć na internecie, ale to tylko pozory. Przez większość czasu wulkan ukrywa się za chmurami.
Obiad zjedliśmy w ukrytej restauracja tuż za Piazza Università – Catania Social Club| Ristorante, Pizzeria & Cocktail Bar. Dobra pizza, makarony duże porcje i syte. Miła atmosfera, wszyscy uśmiechnięci i rozmowni.
Hate or love?
Jak mam być szczera to Katania mnie nie zachwyciła. Spodziewałam się tętniącego życia miasta, które będzie przepełnione kulturą i sztuką, malowniczymi uliczkami i kamienicami. A co zobaczyłam? Eh… Brudne ulice, stare, zniszczone budynki, pojedyncze zabytki jedynie trzymały fason i robiły wrażenie. Parasolki na które czekałam, były zniszczone, a knajpy pod nimi śmierdziały rybami, ledwo szlam. Definitywnie HATE.
Śpimy w Giardini Naxos, półtora godziny od Katanii małe miasto nad brzegiem morza. Zawód całkowity, bo prawie nic tam nie ma. Ale mamy gdzie spać i się umyć, to najważniejsze. Po pobycie w tym mieście doceniam Polskę – wszystkim wydaje się, że jesteśmy zacofanym krajem, jednak w rzeczywistości tak nie jest. Mam wrażenie, że Sycylia zatrzymała się na etapie naszych lat 2000.