Sycylia-HATE or LOVE (5)

Dzień 5 - Caltagirone

Tylko Schody?

Caltagirone to miasteczko położone bardziej w głębi Sycylii. Jadąc autostradami dojechaliśmy tam zdecydowanie szybciej niż pobocznymi drogami, gdzie ludzie jeżdżą jakby przepisy nie istniały. Jazda na czuja. Krajobraz zmieniał się, wraz ze zwiększająca się odległością od Etny. Nie było widać już skał wulkanicznych, a sady i plantacje. Piękne góry i pagórki. W samym Caltagirone życie dopiero budziło się do życia. Parking mieliśmy na gorze, u szczytu schodów. Aby zobaczyć ich okazałość musieliśmy zejść na sam dół. Schody obłożone ceramicznymi kafelkami ze skały wulkanicznej, robią większe wrażenie na zdjęciach niż w rzeczywistości ( moim zdaniem). 

HATE or LOVE

Zdecydowanie HATE. 

Przygodę mieliśmy również, jak zawsze na lotnisku. Kontrola przeszukała nam walizkę. Czemu? Izi bała się, że chodzi o cztery słoiczki past (pomidorowa, pistacjowa, grzybowa i jakaś jeszcze). A  okazało się, że chodziło o pamiątki Młodego- magnesy i kolorowe kamyczki. Jego mina była bezbłędna, gdy Pani wyciągnęła z walizki woreczek jego rzeczy. Prawie się popłakał, bał się, że zabiorą mu to. Jednak Pani się uśmiechnęła i schowała to z powrotem.  Uff. 

Izi przez cały lot śpiewała mi “Pedro pedro, pedro pedro pe” Czemu? Steward miał tak na imię i chciała odwrócić moją uwagę od faktu, że lądujemy podczas mgły, gdzie przez okno praktycznie nic nie było widać. 

Dodaj komentarz