„Ty i inne katastrofy naturalne” Maria

Książka z pozoru wydawałaby się słodka i pastelowa, tak jak jej okładka, jednak im głębiej czytelnik zagłębia się w fabule i uczuciach bohaterów, tym bardziej odnajduje w tej książce bolesną rzeczywistość.

„Mój dziadek mówi, że rozwiązaniem nie jest robienie wszystkiego, co możliwe, aby zapomnieć o swoich marzeniach, zanim cię zniszczą, ale walka o nie jak wojownik, nawet, jeśli myślisz, że przegrasz bitwę. Bogowie zawsze stają po stronie tego, kto wierzy całym sercem.”

Wrażliwy chłopak i krucha dziewczyna. Można byłoby się spodziewać jakiejś łzawej nad wyraz wyolbrzymionej historii… Jednak dostajemy coś lepszego, bo dostajemy realną historię, prawie z życia wziętą.

Harper, zaplanowała swoje życie bardzo dokładnie. Studia literackie i staż w wydawnictwie. A dalej planowała zdobyć renomę i wyrobić sobie nazwisko na własnych warunkach. A nie pod rozkazami niekochającego jej ojca.

Moment, gdy jej ojciec w końcu wyznał, dlaczego jej nienawidzi, bolał inaczej. Bolał tak mocno, że do końca dnia nie mogłam się pozbierać.

Sama bohaterka, Harper, była bardzo rzeczywista. Nie taka wyolbrzymiona, wyidealizowana czy lekkomyślna. Była ludzka. Z tego powodu bardzo się do niej przywiązałam. Do jej marzeń i lęków.

Pojawił się mój ulubiony motyw, czyli ENEMIES TO LOVERS. Mamy takiego Treya, który zapomniał moment, gdy razem się przespali, bo był na prochach. Potem ją okrzyczał. Szczerze, jak poznałam tę historię, to znienawidziłam go. Niby wiem, że zapomniał przez prochy, ale dla Harper wiele to znaczyło. Powinna mu dać z liścia, może byłoby jej lepiej.

Jednak wiadomo jak wszystko się kończy, bohaterowie są razem, potem się rozdzielają, z winy Harper, a potem znów happy end. Typowe, ale tutaj wszystko było na tle walki o marzenia, o przyszłość, o księgarnie babci i chęci zostania pisarką.

Dodatkowym plusem były wątki na wyspie Księcia Edwarda i historia rodziny Treya. Byli uroczy.

No i oczywiście kocham tą powieść za wplątanie w całą fabułę książki z mojego dzieciństwa, czyli Anię z Zielonego Wzgórza, która ma szczególne miejsce w moim sercu. Ponadto cytaty na początku rozdziałów- rozwaliły mnie.

„Przebaczanie spada jak delikatny deszcz z nieba na ziemię. Jest podwójnie błogosławione; błogosławieni tego, który daje i tego, który otrzymuje.” William Szekspir

Dodaj komentarz