Pierwszy raz czytałam młodzieżowy romans. Szczerze, myślałam, że mój etap na tego rodzaju książki przeminął tak szybko jak moje lata liceum. Tylko, że jak się okazało, zakochałam się w „ Books lovers” tak szybko jak zdałam sobie sprawę, że jestem DOPIERO w 3 klasie szkoły średniej. Nie przeczytałabym tej książki gdyby nie moja przyjaciółka i jej polecajki.
Zacznijmy może od tego, że historia jest niestandardowa, przez co nie jest oklepana, tak jak większość małomiasteczkowych romansów ( książki i filmy). Zazwyczaj miastowy biznesmen przyjeżdża na odludzie, do małego miasta, w którym musi zamknąć jakąś średnio prosperującą firmę lub wykupić ich ziemie. Potem poznaje córkę właściciela, szybko się zakochuje, po czym rozstaje się ze swoją dziewczyną z miasta, która tak jak on jest Bizneswoman, wysoką i zapracowaną osobą i wprowadza się do małego miasta. Happy end, żyje sobie z wiejska blondynką i prowadzi małą firmę rodzinną. To jest tak oklepane, że jak w piątkowy wieczór wasz mózg nie kontaktuje, włączcie na Netfilxie taką komedię. Albo zaśniecie albo po prostu się rozluźnicie.
Wracając do książki, to wszystko jest opisane z perspektywy tej zimnej królowej lodu, czyli dziewczyny z miasta. Nora, główna bohaterka po kilku ciężkich rozstaniach, próbuje poskładać się na nowo i być idealną agentką literacką, surową i jednocześnie opiekuńczą. Na pierwszym miejscu stawia rodzinę i autorów, którymi się „opiekuje”, zapominając o sobie. Każdego dnia zakładała maskę silnej i niezależnej kobiety, a pod nią ukrywała swoje złamane serce i tłamsiła problemy. Na samym początku wydawała mi się trochę zimna, przez co nie od razu ją polubiłam. Im dalej byłam tym bardziej się do niej przekonywałam. Zauważałam drobne gesty, zdania i zachowania, które ukazywały jej prawdziwą naturę.
Muszę się przyznać do tego, że wręcz się zakochałam w Charliem, czyli rywalu Nory, redaktorze, który podczas ich pierwszego spotkania okazał się okropnym gburem. Nic nie wskazywało na to, że on również ukrywa się pod maską ostrego krytyka i sławy wśród redaktorów. A tak było. Gdy oboje zaczęli wysyłać sobie e-maile, w których nawzajem sobie docinali, już wiedziałam, że coś z tego będzie. Skryty miejski mężczyzna, który nie poddał się urokowi małego miasta i pozostał sobą. Co mnie w nim urzekło? Drobne gesty. Wnoszenie Nory do domu po wysokich schodach, ich docinki, które z czasem stawały się coraz słodsze, ale też jego inteligencja i humor. Oczywiście wielkim plusem był fakt, że redagował teksty literackie.
Sceny intymne były opisane w sposób delikatny, nie jak w większości romansów, gdzie to wszystko wydaje się takie sztuczne, tu było prawdziwe. Dotyk jego dłoni na jej szyi, drobne pocałunki, bawienie się jego miękkimi włosami czy proste objęcia. To budowało napięcie, dzięki czemu całokształt ich bliskości stawał się realny i naprawdę słodki.
Historia jest interesująca, nieprzewidywalna i wręcz przeurocza. Nie było momentu, w którym mogłabym się nudzić.
Gdy potrzebujesz odpocząć i zregenerować siły, sięgnij po tę książkę i pozwól się porwać historii Nory i Charliego, która w otoczeniu książek staje się marzeniem wielu książka.
Czytałam ją z zapartym tchem, wręcz nie mogłam się oderwać.