„Dziewczyna w niebieskim płaszczu” Monica Hesse

„ Ale ja czasami rezygnuję z całej prawdy, bo łatwiej mi wtedy udawać, że decyzje, które podejmuję, wynikają z racjonalnych pobudek. Łatwiej mi wtedy udawać, że mam wybór.”

Pięknie napisany thriller dla młodzieży, którego akcja rozgrywa się w 1943r w okupowanym Amsterdamie. Dziewiętnastoletnia Hanneke za dnia pracuje, jako recepcjonistka w zakładzie pogrzebowym, a po godzinach dostarcza mieszkańcom towary zdobyte na czarnym rynku. W międzyczasie opłakuje swojego chłopaka, który zginął na froncie i udaje kokieteryjną dziewczynkę przed niemieckimi żołnierzami. Wszystko się zmieni, gdy jedna z jej klientek prosi ją o odnalezienie Mirjam, piętnastoletniej żydówki.

Co dalej? Oczywiście, że bohaterka zaczyna poszukiwania, na początku z wielkim trudem, jednak później sytuacja nabiera tempa.

Interesująca książka pokazująca okupację z perspektywy młodej dziewczyny, której nie było dane iść na studia. Hanneke jest ciekawie wykreowaną postacią, nie jest prosta ani przewidywalna. Ma mętlik w głowie, gubi się, czasem kieruje emocjami, ale przede wszystkim ma w sercu ogromną ranę. Strata ukochanego i najlepszej przyjaciółki, sprawiła, że Hanneke została sama.

Podobała mi się ta książka, chociaż momentami bywała monotonna, to ostatecznie zakończenie się nie spodziewałam. Plusem tej historii jest jej uniwersalność, może się przydać, jako kontekst do wypracowania na maturze lub na maturze ustnej.

Dodatkowo wbrew pozorom nudnych momentów, naprawdę mnie wciągnęła. Nie wiem czy to za sprawą narracji, czy może retrospekcji, które przeplatały się z wydarzeniami. Może, nie mogłam się doczekać, aż bohaterka znajdzie Mirjam? Zakochałam się w zakończeniu, o tym nie pomyślałam, nawet się wzruszyłam.

Krótko mówiąc, książka była dobra. Nie najlepsza, ale dobra. Wciągająca, ale niepochłaniająca. Na wieczór z jesienną herbatą, kocykiem i kotem- IDEALNA.

Dodaj komentarz