Ten weekend miał być męczący a zarazem niezapomniany. W zasadzie to był, ale w piątek miałam iść jeszcze na bal niepodległościowy w liceum, ale się przeziębiłam i zostałam w domu. Sobota jak zawsze w pracy. Natomiast niedziela, eh tego nie da się zapomnieć.
Z samego rana ruszyliśmy do Szczecina, aby tam wsiąść do autobusu naszej wycieczki. Izi znalazła jakieś biuro turystyczne, które akurat organizowało wyjazd do Berlina na wystawę sztuki Fridy Cahlo i wielkie Show. Właśnie w ten sposób się tam znaleźliśmy.
Sam dojazd do stolicy Niemiec zajął nam ok. 2 godzin. Zdążyłam się jedynie chwilę zdrzemnąć, a nim się spostrzegłam, przemierzaliśmy ulice Berlina. Pierwszym punktem wycieczki była oczywiście wystawa sztuki meksykańskiej malarki słynącej z autoportretów. W jej dziełach przeważał surrealizm, kubizm czy symbolizm. Jej twórczością zainteresowałam się po obejrzeniu filmu animowanego pt „Coco”. Ta amerykańska produkcja z 2017r otrzymała dwa Oscary – za najlepszą piosenkę (Pamiętaj mnie) i za najlepszy długometrażowy film animowany. To w tej bajce pojawia się postać słynnej Fridy Cahlo. Jak kościotrup w zaświatach pomaga głównym bohaterom, jednocześnie pokazując im swoje dzieło i oryginalność. (Jeśli nie zwróciliście uwagi na tą postać, to przyjrzyjcie się, że na samym początku Hektor przychodzi właśnie do niej.)
Ale wracając do wyjazdu, niestety nie udało się nam kupić biletów, za późno się zgłosiliśmy na wycieczkę, ale zamiast tego mogliśmy spacerować po halach pchlego targu i wypić szybką kawę w kawiarni nad rzeką. Znaleźliśmy też czas, aby porobić zdjęcia Moluecule Man- wysokim metalowym figurom symbolizującym jedność.
Dalej udaliśmy się na obiad. Restauracja z chińskim jedzeniem- cudownie. Nie przepadamy za nim, ale powiem szczerze, że co nieco mi zasmakowało. Młodemu najbardziej lody czekoladowe i waniliowe.
Następnym i ostatnim punktem wycieczki było wielkie show. Jadąc do teatru przewodniczka opowiadała nam o mieście i o budynkach, które mijaliśmy. Brama Brandenburska czy Siegessaule (zabytkowa kolumna z widokiem na miasto, stojąca pośrodku ronda). Teraz przejdźmy już do show pt „Falling in Love”. Z nieopisaną magią 100 milionów kryształów Swarowskiego zapadamy się w ogród emocji i doznań. Spektakl opowiada historię głuchoniemego poety, który tęskni za miłością i uczuciami. Jest otoczony tylko trzema kolorami, czerwonym, niebieskim i zielonym, podstawowymi kolorami, które aby świat mógł się rozwijać, powinny się łączyć a tego nie robią. Kolory proszą go, a nawet rozkazują, aby wybrał jeden z nich, według którego będzie żyć. Ale poeta nie pasuje do żadnego z nich, wpada w inną rzeczywistość, w ogród miłości. Tam poznaje Leona, ostatniego wyjątkowego kameleona, który słucha swojego serca i rozumie poetę. Po czym prowadzi go do duszy buntownika. Obie postaci zakochują się w sobie i odnajdują w tym uczuciu siłę, aby sprzeciwić się dostosowywaniu do innych, chcą pozostać tacy, jacy są. Poetę określono, jako YOU (ty) a buntownika ME (ja).
Scena w Friedrichstadt-Palast była niesamowita. Na początku coś wysuwa się z pod ziemi, tu coś z góry zjeżdża. Potem kurtyna odsłania nam dalszą część i widzimy ogromną przestrzeń dla orkiestry i tancerzy. Ale to nie wszystko widzieliście spektakl, na którym był prawdziwy wodospad i fontanny? Albo tancerki pływały z balonami? Gdy trójka akrobatek skakała i wywijała fikołki w powietrzu zamierałam. Albo jak nad naszymi głowami rozległ się śpiew, bo to któryś z kolorów nagle wjeżdżał na podwieszonej pod sufitem gwieździe. Po prostu to był szok. Nigdy w życiu nie widziałam takiej sceny, takiego show, takich efektów i tak wielkiego nieoszlifowanego diamentu Swarowskiego.
Dla mnie kolory symbolizowały też emocje, z którymi walczył poeta, niebieski- spokój i uległość, zielony- pogardę i dumę, a czerwony- nienawiść i gniew. Bądź były to określenia osobowości pesymiści, realiści i optymiści. Można by tak dalej wymieniać i porównywać. Każdy będzie to rozumieć na swój sposób.
Nie pozwólmy ludziom nas zmienić, jesteśmy sobą, kimś niepowtarzalnym, innym odmiennym, ale sobą. Uwierzmy, że nasza oryginalność jest naszą siłą, która pomoże nam w życiu. Nie zatraćmy się w dążeniu do ideału, bo nikt nie jest idealny. Bądźmy sobą.