„Mistrz i Małgorzata” Michaił Bułhakow

Tak jak wcześniej obiecałam, napiszę parę słów o lekturze pt. Mistrz i Małgorzata”, która jest omawiana na rozszerzeniu w szkole średniej.

Muszę się przyznać, że to drugie podejście to tekstu Bułhakowa. Trzy lata temu, przeczytałam połowę, drugą tylko przejrzałam i zupełnie nic nie zrozumiałam. Teraz jest inaczej.

Powieść fantastyczna z elementami groteski, satyry i licznymi absurdalnymi sytuacjami, może oczarować swoim przesłaniem. Motto zaczerpnięte z „Fausta” uaktualnia całą historię i jednocześnie pomaga w jej zrozumieniu.

„…Więc kimże w końcu jesteś?

– Jam częścią tej siły, która wiecznie zła pragnąc, wiecznie czynić dobro.”

A to tylko jeden z wielu pięknych i refleksyjnych cytatów z tej książki.

„Tak człowiek jest śmiertelny, ale to jeszcze pół biedy. Najgorsze, że to, iż jest śmiertelny, okazuje się niespodziewanie, w tym właśnie sęk! Nikt nie może przewidzieć, co będzie robił dzisiejszego wieczora.” – słowa prof. Wollanda, konsultanta od czarnej magii ( diabła)

Książka może wydawać się na początku dziwna, diabeł ze swoją świtą, ludzie znikający z kamienicy, odcięta głowa, kot popijający whisky czy naga Małgorzata latająca na miotle, a Natasza za nią na wieprzu (mężu Małgośki). Jeden wielki ABSURD.

O to chodziło, Michaił Bułhakow pod tą całą fantastyczną maską pokazał, że sam diabeł jest lepszy niż system totalny, ukazany w formie Massolitu. Podważył też interpretacje postaci historycznej – Piłata. Opowieść o wydarzeniach z Moskwy, przeplata fragmentaryczna powieść Mistrza, zeświecczona historia ukrzyżowania Jezusa, w której to Piłat nie jest do końca taki zły jak opisano go w Biblii. Był zwykłym człowiekiem, tchórzem, który nie potrafił sprzeciwić się woli arcybiskupów i ludu, przez co do końca życia miał wyrzuty sumienia, bo skazał Jeszuę na śmierć. Tyle, że gdyby nie skazał go na śmierć, to nie powstałoby chrześcijaństwo. Czyniąc źle, uczynił ogrom dobra.

Ciekawy jest też wątek Małgorzaty i jej miłości do Mistrza, wielkiego artystę, który stracił wszystko przez krytyków (czytaj: cenzurę, niszczącą wszystkich indywidualistów zdolnych do samodzielnego myślenia i kreatywności). Prawdziwa i szczera miłość, która przetrwa wszystko i trwa do końca świata i jeszcze dzień dłużej.

Moimi ulubionymi bohaterami byli: Wolland, Małgośka, Behemot i Azazell. No i może jeszcze Iwan Bezdomny.

Szczerze świetnie się bawiłam czytając ją drugi raz, wiedziałam już mniej więcej, o co chodzi. A nawet pisałam po książce ołówkiem, zaznaczając elementy, na które warto zwrócić uwagę. Zużyłam prawie wszystkie znaczniki.

Dodaj komentarz