Majówka jest idealnym czasem na wyjazd i spędzenie tego wolnego czasu aktywnie, na przykład pokonując 20 km piechotą przez las i klify. Ale zacznę od początku, czyli od Świnoujścia, mojego ulubionego nadmorskiego Polskiego miasta. Położone głównie na 3 wyspach Uznam, Wolin i Krasibór (a łącznie na 44 wyspach i wysepkach) posiada najszerszą plaże w całym kraju. Dodatkowo całe miasto jest przeplatane ścieżkami rowerowymi i parkami.
Obowiązkowym punktem jest Stawa Młyny, jest to stawa (znak nawigacyjny) w kształcie wiatraka wybudowana w 1874 roku, która szybko stała się symbolem miasta i popularnym miejscem zdjęć. To był nasz pierwszy punkt spaceru. Plażą wzdłuż morza, ruszyliśmy w kierunku portu, tam na kamienistą ścieżkę i mogliśmy sobie robić zdjęcia przy Stawie. A jak wracaliśmy to dosłownie uciekaliśmy przed deszczem, który mimo naszych ogromnych starań, jednak nas złapał i doszczętnie zmoczył. Tego dnia wiele nie zobaczyliśmy, bo niestety się nie rozpogodziło, a dodatkowo byliśmy tak spieczeni po porannym „smażingu”, że nie mieliśmy już mocy.
Następny dzień był zdecydowanie ciekawszy. Pojechaliśmy samochodem do Niemiec, aż na sam cypel do Putgarten– region Rugia. W międzyczasie się trochę gubiliśmy, prawie powodowaliśmy wypadki i przejeżdżaliśmy monumentalnym mostem Rugenbrucke mającym 2830m długości. Wokół nas rezerwaty przyrody, parki krajobrazowe i małe estetyczne wioseczki, która pozwalały zapomnieć o ciągnącej się w nieskończoność drodze. Wbrew pozorom dojechaliśmy na miejsce w niecałe 3 godziny, więc czasowo wyszło to dobrze. Zatrzymaliśmy się na Parkplatz Kap Arkona i stamtąd 1, 2km spacerkiem przez urokliwe miasteczko, gdzie zaopatrzyliśmy się w Guinness’a, aż do wioski nadmorskiej Vitt. Tam zeszliśmy na kamienistą plaże i oglądaliśmy klify od dołu. Było trochę mgliście, ale im dłużej szliśmy tym się rozpogadzało. Kamieniami szliśmy aż do stromych schodów ukrytych w zaroślach białych kwiatów, które prowadziły na szczyt klifów i pierwszy punkt widokowy Veilchentreppe- Kap Arkona. A stamtąd 10 minut było do latarni Peilturm Kap Arkona i Kap Arkona. Przy tych latarniach znajduje się knajpka z jedzeniem, park z rzeźbami, bursztynami, placem zabaw i bunkrem. Na latarnie można wejść a wejście kosztuje 3Euro. Następnie udaliśmy się do Nationalpark Jasmund, aby zobaczyć Konigsstuhl- krzesło królewskie, to najbardziej znany kredowy klif na Rugii. Według legendy nazwa wywodzi się od starożytnego zwyczaju, zgodnie, z którym osoba wybrana na króla, jako pierwsza musiała wspiąć się na klif od strony morza i zasiąść na krześle na szczycie. Wstęp na tę atrakcję jest płatny, ale chyba opłacalne jest przejście bardziej na południe, na Victoriasicht, widok Wiktorii. Mała platforma jest zdecydowanie lepsza niż krzesło króla, bo można z niej zobaczyć ten słynny kredowy klif i to bezpłatnie. Minusem jest fakt, że jest drobniutka i często ustawiają się do niej kolejki. Miejsce to powstało po tym jak odwiedził je Król Wilhelm I wraz ze swoją córką Wiktorią, to właśnie na jej cześć, powstał ten taras widokowy, na którym znajdują się kłódki zakochanych. Byliśmy tak zmęczeni, po tych spacerach, że tylko tyle udało się nam zobaczyć.
Niby mało, niby dużo. Nogi obolałe, zakwasy, ale za to niesamowite wspomnienia i kondycja nadrobiona.