To już ostatni fragment opowiadania „Pielgrzymka kłamstw”. Mam nadzieję, że Wam się podoba. 🙂
-Co się stało?- zapytałam.
-Pielgrzym, wrócił. – powiedziała.- On ją porwał.
-Moją mamę porwał seryjny zabójca? Widziała to Pani? Gdzie? Kiedy?- zadawałam jej tyle pytań, ale na żadne nie uzyskałam odpowiedzi. Obie byłyśmy roztrzęsione.
-Policja już wie?
-Oni nie są w stanie pomóc. Od lat próbują go złapać i nigdy im się to nie udało. Przykro mi skarbie.
Rozpłakałam się. To nie mogła być prawda. NIE MOGŁA!
To nie był koniec tragedii. Nagle w całym hotelu zgasło światło, z racji, że był już wieczór, w pokojach i na korytarzu panował niepokojący półmrok. Artur mocno mnie przytulił, trzymał za rękę, czułam jego wsparcie. Obok nas na drugim łóżku siedziała jego matka, przynajmniej tak było do momentu, gdy światła były włączone, a w pokoju byliśmy tylko we trójkę. Podłoga zaskrzypiała, usłyszeliśmy czyjś ciężki oddech.
-Artur, słyszysz?
-Tak. Mów ciszej. Mamo jesteś?
Odpowiedziała mu cisza. Powoli wstał i wymacał jej łóżko, na którym wcześniej siedziała. Było puste.
-Cholera, zniknęła!
-HA HA HA, LEPIEJ SIĘ POMÓDLCIE DZIECI BOŻE! CZAS TRAFIĆ DO PIEKŁA.
-To PIELGRZYM!! – krzyknęłam.
Byłam w takim szoku, że zamiast odsłonić okna i wpuścić resztkę światła, siedziałam nasłuchując, co się dzieje. Szamotanina, stukoty, krzyki. Skuliłam się na łóżku, gdy Artur prawdopodobnie próbował nas obronić przed napastnikiem.
TRACH!!
Okropny grzmot upadku. Ktoś upadł na podłogę.
-LEŻ NIEWDZIĘCZNIKU!!
-ARTUR!- krzyknęłam i zeskoczyłam po omacku z łóżka.
Mój były mąż leżał na podłodze, był przytomny, bo kazał mi uciekać, ale go nie słuchałam. Napastnik zbliżył się do nas, bo czułam jego morderczy oddech i psiknął na nas jakąś substancją. Zaczęło mi się kręcić w głowie. O boże umieram, pomyślałam.
-Gosia, jesteś? Żyjesz?- zapytał Artur.
-Tak- dopowiedziałam siadając przy nim i biorąc jego głowę na kolana. – Chyba umrzemy, on nas czymś spryskał.
-Wiem…, Ale przynajmniej nie umrzemy samotnie prawda księżniczko?
-Na żarty ci się zebrało? Naprawdę?- powiedziałam.
Miałam coraz większe zawroty głowy, musiałam się oprzeć o bok łóżka, żeby utrzymać równowagę.
-Przepraszam cię księżniczko, że cię zraniłem i porzuciłem. Nie chciałem zniszczyć naszego szczęścia. Mama podpowiadała mi, że możesz mnie zdradzać, chciała żebym jak najszybciej to zakończył, bo byłaś nieszczęśliwa. – ledwo mówił.
-Ja też przepraszam, brakowało mi odwagi, aby o nas walczyć. Nie chciałam posądzać cię o zdradę, wierzyłam ci i ufałam. Ale sam rozumiesz, moja matka wypominała mi, jak to ojciec ją zdradził, będąc w wojsku. Nigdy nie przestałam cię kochać.
-Oj, Księżniczko, też Cię kocham.
Ostatnie, co pamiętam to jak ostatkiem sił, udało nam się wypowiedzieć te słowa i delikatnie pocałować. Potem pustka.
Promienie słońca skakały po moich powiekach, muskały moja twarz. Otworzyłam oczy, myślałam, że może obudzę się w zaświatach. Ale czy niebo wyglądałoby jak ten obskurny pokój w tanim hotelu? Więc jednak żyję. W takim razie to musiał być sen. Chciałam wstać, ale nie mogłam, bo na moich kolanach spał w najlepsze Artur. Czyli to nie był też sen. Oboje żyliśmy, bo Artur okropnie głośno chrapał.
-Obudź się!- szturchnęłam go.
-Nie, kochanie nie zrobię ci śniadania do łóżka.- wymamrotał.
-Co? Artur, wstawaj!- krzyknęłam.
-Jestem, melduje się gotowy do akcji. – powiedział lekko zdezorientowany.- Chwila? My żyjemy? Co się stało?
-Nie wiem.
-Gosia, ale to nie był sen, prawda? Mam nadzieję, że nie były to wspólne omamy. Ja niczego nie żałuję.
-Ja też. Ale musimy dowiedzieć się, co się stało.
Wstaliśmy i zaczęliśmy się rozglądać po pokoju. Nasze telefony leżały na małym stoliku w kącie, a obok nich list.
Kochane nasze dzieci, nie miejcie nam za złe, całej tej sytuacji. Chciałyśmy naprawić to, co rok temu zepsułyśmy, naszymi manipulacjami. Myślałyśmy, że jak się rozwiedziecie, będziecie szczęśliwsi, ale bardzo się myliłyśmy. Nie jesteście nami. Bardzo się kochaliście i wciąż kochacie. Cała ta akcja miała wam to uświadomić. Gdy się boimy i myślimy, że umrzemy zawsze mówimy prawdę. Tak też się stało. Z relacji Andrzeja, którego nieźle poturbowałeś Arturze, wynika, że wszystko się udało. Przyznaliście się do waszych uczuć. Teraz, macie cały dzień dla siebie, bo powiedziałyśmy przewodniczce, że źle się czujecie i zostajecie w pokojach. Nie musicie nam dziękować. Tylko, proszę nie bądźcie źli.
Kochamy was.
Mamy