Pielgrzymka kłamstw cz.1

To kolejne opowiadanie, które wysłałam na konkurs, a motywem przewodnim był „Pielgrzym”. Nie zostałam wyróżniona, ale mówi się trudno, i „płynie się dalej i płynie się dalej. ” (Liczę, że wiecie z jakiej to bajki Disneya. Podpowiem „Gdzie jest Nemo”). Mimo, że gdzieś liczyłam, na jakiekolwiek wyróżnienie, ciesze się, że mogę to wstawić tutaj i pokazać Wam, czytelnikom. Część 1. – ma pięć stron więc po kawałeczku będę publikować.

– Chyba sobie żartujesz! Nie! 

– Kochanie, ale chyba rozumiesz, że jestem już stara i…

– Skończ! Przecież w tamtym tygodniu jeździłaś na rowerze z Jolką. Moja odpowiedź wciąż brzmi nie.

– Ale Gosiu…

– Nie, nie wierzę w Boga i kropka.

– Córeczko…

Zanim matka zdążyła dokończyć, wyszłam i zatrzasnęłam drzwi. Nigdy mnie nie słuchała i to się nie zmieniło. Udaje teraz biedną staruszkę, abym się tylko zgodziła na ten cholerny wyjazd. Nie obchodzi jej fakt, że mam pracę, że dopinam ostatnie sprawy dotyczące rozwodu i muszę skupić się na sobie. Nie, ta stara wariatka nic się nie zmieniła przez te wszystkie lata.

Ta jej wiara i modlitwy do Boga o wszystko, doprowadzały mnie do szału. Jak można wierzyć w coś tak nieprawdopodobnego? Od dawna jestem Ateistką i nie zamierzam jechać na jakąś pielgrzymkę na Jasną Górę z całą bandą starych pobożnych ludzi. 

Za 20 minut zaczynałam pracę, postanowiłam wpaść jeszcze po kawę do mojej ulubionej kawiarni. Grzesiek dobrze wiedział, że każdego ranka potrzebuje odrobiny kofeiny, oczywiście bez cukru. Z powodu jego słabości do mnie, mam zniżkę, a czasami Grzesiek daje mi kawę za darmo. Nie jest on w moim typie, bo wolę wysokich, dobrze zbudowanych brunetów, chociaż ostatnio nie skończyło się to dobrze, to miło mi się z nim rozmawia.

-Cześć Gosia- krzyczy do mnie zza lady, gdy tylko przechodzę przez próg kawiarni i zamykam drzwi.

-Hej.- odpowiadam podchodząc do lady. – To, co zawsze, poproszę.

– Nie ma sprawy, zaraz podam.- mówi i zaczyna robić moje zamówienie.- Co słychać? wydajesz się zdenerwowana.

– Eh, matka…- wzdycham.- Wymyśliła sobie, że jest stara i zmęczona, a pragnie pojechać na pielgrzymkę do Częstochowy i Jasnej Góry. Poprosiła mnie abym jechała z nią w formie opiekuna, bo może zasłabnąć. Tak naprawdę chce mnie nawrócić. Dobrze wie, że jestem Ateistką i to ją denerwuje.

– To interesujące, bo widziałem twoją matkę jeżdżącą na rowerze z sąsiadką.

– No właśnie, dziękuję. Oczywiście odmówiłam. Muszę podpinać sprawy związane z roz…- zawahałam się, jeszcze nie wypowiedziałam tego słowa na głos. Była to dość świeża dla mnie sprawa i dalej bolesna.

– Wiem, rozumiem- powiedział Grzesiek podając mi kawę i poklepując po ramieniu, patrzył w głąb sali.

– Dzięki- powiedziałam szczerze i ruszyłam do drzwi.

Jednak przy wyjściu, kątem oka zauważyłam JEGO. Nie siedział sam, no oczywiście. Jakaś szczupła brunetka w eleganckiej sukience i marynarce, popijała kawę, podczas gdy on coś mówił. Nagle jego wzrok padł na mnie. Spanikowałam.

***

Otworzyłem drzwi do naszej ulubionej kawiarni, było jeszcze wcześnie. Lokal był prawie pusty, jedynie kilkoro biznesmenów czekało w kolejce po kawę. Za ladą stał ten idiota, Grzesiek. Nie mogłem na niego patrzeć, gdybym miał pewność, że zdradziła mnie z nim to spuściłbym mu niezłe lanie. Wiem, że nie powinienem mieć już żalu, przecież minął rok, ale no nie wiem. Zająłem miejsce przy oknie, zamówiłem dwie kawy, dla mnie i dla siostry. Nie czekałem długo, może jedynie kilka minut, a w drzwiach kawiarni pojawiła się Agata. Wysoka szczupła brunetka w czerwonej sukience i czarnej marynarce. Machnąłem do niej.

-Witaj braciszku- powiedziała.

-Hej, młoda. Co u ciebie słychać, mam nadzieję, że wszystko dobrze.

-Tak, tak. Spokojnie, nie spotkałam się z tobą, aby przekazać ci jakąś okropną nowinę. – odparła z uśmiechem.- Mama mnie prosiła, abym pojechała z nią na pielgrzymkę.

-Ah tak. Ty i pielgrzymka wśród starszych ludzi- powiedziałem powstrzymując śmiech. – Przecież przygotowujesz się do pracy magisterskiej, ona dobrze o tym wie. Powinnaś się skupić, żeby napisać ją jak najlepiej.

-Ej, spokojnie nie „tatuśkuj” mi tu. Odmówiłam, właśnie z tego powodu.

-To, o co chodzi młoda? Za dwadzieścia minut muszę być w pracy.

-Powiedziałam Mamie, że ty pojedziesz. – oznajmiła uciekając wzrokiem na wszystkie możliwe strony.

-CO!

-No tak. Za nim powiesz „nie”, to muszę dodać, że dobrze ci to zrobi. Od rozwodu nigdzie nie wyjeżdżałeś. Mama się martwi i…

-Młoda, ja też pracuje. Chyba o tym zapomniałaś. W dodatku ja i wiara? Wyobrażasz sobie to połączenie? Jeżeli chodzi o rozwód, to nie przejmuje się, bo…- przerwałem. Ona tam stała i patrzyła się na mnie. Była tak samo piękna, jak zawsze i wciąż zagubiona.

Wyszła.

-Artur?- wyrwała mnie z amoku siostra.

– Jest dobrze, nieważne. Pojadę.

***

Stałyśmy na miejscu zbiórki w Poznaniu na Dworcu Głównym. Zgromadziło się wiele starszych ludzi z małymi walizkami, krzyżykami na szyjach i Bibliami wystającymi z torebek. Jedna starsza kobieta kłóciła, się chyba ze swoim partnerem, który najwyraźniej również został zmuszony do wyjazdu. Inna z kolei rozmawiała z małym pieskiem na swoich rękach. Jakiś mężczyzna z największą walizką, wciąż coś popijał, nie sądzę, żeby to była woda. Odwróciłam się, aby pokazać matce, w co się wpakowała. W wycieczkę z alkoholikiem, szurniętą babka z psem i wrzeszczącym małżeństwem, jednak mamy nie było obok. Rozejrzałam się dookoła. Odeszła na bok i rozmawiała z kimś przez telefon. Co jakiś czas ukradkiem na mnie spoglądała.

Usiadłam tam gdzie była kartka „ Pilecka” i rozłożyłam nasze rzeczy, koc, wody i poduszkę, walizka była już zapakowana do bagażnika autobusu. Wyszłam na zewnątrz, po mamę, ale jej tam nie było. Ludzie zaczęli już wchodzić do środka, zaraz mieliśmy odjeżdżać. Ruszyłam z powrotem. Mama siedziała nie na naszym miejscu, z kimś obcym, przynajmniej tak mi się wydawało na pierwszy rzut oka.

-Mamo, my siedzimy na górze, już zaniosłam tam rzeczy.

-Nie kochanie. Tu jest moje nazwisko, widocznie siedzimy osobno. No trudno. Ale zobacz, z kim siedzę.

W tym momencie kobieta odwróciła się do mnie twarzą i teraz już nie była obca. Myślałam, że oczy wylecą mi z orbit.

-Witaj, Gosiu, dawno się nie widziałyśmy.

-Tak się złożyło, że nie było czasu. Jaki zabawny zbieg okoliczności- powiedziałam z wymuszonym uśmiechem i poszłam na swoje miejsce. Na moim fotelu siedział jakiś mężczyzna, czytał. Nie wiedziałam jego twarzy.

-Przepraszam, chyba Pan pomylił miejsca- zagadnęłam go.

Podniósł wzrok znad książki i szeroko się uśmiechnął.

-No bez jaj!- powiedziałam.

-Cześć Gosia. Nie pomyliłem miejsc. Wiesz, dalej mamy to samo nazwisko, skarbie.

Zamurowało mnie. Miałam ochotę nawrzeszczeć sama na siebie, że nie zmieniłam nazwiska na swoje, ale nie miałam czasu na taki szczegół. Bez dalszych rozmów z moim byłym mężem usiadłam na miejsce obok, przy oknie. Ruszyliśmy.

Dodaj komentarz