Nie zdziwi nikogo fakt, że kolejny raz z rzędu recenzuję książkę Kristin Hannah, jednej z moich ulubionych autorek powieści obyczajowych, przy których płaczę. Ty razem jestem po lekturze “Prawdziwe kolory”, którą na pewno pokocha nie jedna wielbicielka koni.
Wzruszająca historia sióstr Grey, które musiały zmagać się z wieloma problemami. Zaczynając od śmierci matki, oschłego ojca i zazdrości. A wszystko dzieje się na urokliwym ranczu w małym miasteczku, gdzie wszyscy się znają, a plotki rozchodzą się szybciej niż światło. Autorka przedstawia całą historię z dwóch perspektyw, najstarszej siostry Winony i najmłodszej, Vivi Ann. Środkowa z sióstr była pewnego rodzaju łącznikiem dwóch pozostałych, które często się kłóciły. Co jest dość częstym efektem zazdrości i niewyjaśnionych spraw z dzieciństwa. Akcja kręci się wokół idealnej Vivi Ann, jej romansu, a potem tajemniczego ślubu, gdzie Winona nie zostaje temu obojętna. Tajemnice doprowadzają do rozłąki i skrytej nienawiści.“Niektórych rzeczy nie da się zapomnieć, żeby nie wiem jak się starać. Poniżenia. Straty. Zazdrości. To unoszące się stale na powierzchni życia emocje, które nagle wybuchają. W końcu sil nie starcza, by je stłumić.”
Autorka podejmuje też temat prawdziwej, namiętnej miłości, między główną bohaterką, a jej kochankiem. Dodatkowo jednym z ważniejszych tematów są uprzedzenia mieszkańców do nowego przybysza, który jest rdzennym Amerykaninem. To właśnie on stanie się źródłem wszystkiego co złe i zarazem dobre w tej historii.“Zawsze wyobrażała sobie miłość jako niespokojne, burzliwe uczucie, które ją rozerwie, pokruszy na kawałki i zbuduje na nowo przekształcając w kobietę, którą bez tej miłości by się nie stała”
Natomiast druga część jest zupełnie inna. Pełna wzruszeń, łez i wyborów. Poszukiwaniem odpowiedzi na pytanie: kim jestem.
Jestem wielka fanka tej autorki, ale nie zakochałam się w tej powieści. Zabrakło mi czegoś, nie wiem czego, ale nie było tej iskry, która pojawiała się w moim sercu za każdym razem, gdy czytałam Jej książki. Może to przez to, że nie przepadam za końmi, ranczem i rodeo. A możne dlatego, ze pierwszy raz się nie popłakałam.
Książka bardzo mi się podobała, ale nie była w 100% moja.