Zacznijmy od „weny”.

Długo się zastanawiałam, co tu będzie. O czym pisać. Po co? Kiedy? Szczerze dalej nie zdecydowałam. Jedynie ustaliłam, że będzie to miejsce na moje wypociny o życiu, kotach, może problemach, przepisach bądź ulubionych piosenkach. To będzie zależało od „weny„, jeśli takie coś w ogóle istnieje. Raz usłyszałam, że to bujda, i szczerze lekko się załamałam, gdyż cała moja wiedza o pisaniu pochodziła właśnie z tego, co jak się dowiedziałam, nie miało prawa istnieć. Wiem oczywiście, gdzie się stawia przecinki, kropki, wielokropki, których dość często używam, bo lubię niedokończone myśli. Ortografię też znam i wydaje mi się, że składniowo zdania są ok. Jeśli chodzi o resztę, to wychodzi mi to z serca, to coś, co motywuje mnie do pisania, jakiś wewnętrzny głos, mówiący: usiądź i pisz. W moich pracach zawsze zawieram kawałek siebie, identyfikuje się z bohaterem, aby móc lepiej pokazać go czytelnikowi. Nieraz, za bardzo…

Wracając, do sprawy tej „weny twórczej„, która niby nie istnieje, to szczerze teraz mało mnie obchodzi opinia jednostki, której zdaniem ona nie istnieje. Według mnie istnieje. Mam dowody. Są momenty, że aż chce mi się pisać i wręcz nie mogę przestać. Mam taki natłok pomysłów i słów, że moje palce prześlizgują się po klawiaturze laptopa, jak małe zwinne myszki, uciekające przed głodnym kotem. Potem siedzę kilka godzin wpatrzona w kilkanaście zapisanych stron w Wordzie. A czasem są momenty, że siedzę nad dwoma zdaniami pół godziny, gdzie wcześniej w tym czasie miałam już zapisaną jedną całą stronę. Brakuje mi słów, w zdaniach coś nie gra, nie brzmi jak powinno. Jest suche i puste.

To wydaje się dość silnym dowodem istnienia „weny„, która pojawia się i znika. Jak już wspomniałam, to, co niby nie istnieje sprawia, że siedzę po nocach i piszę, ale to nie jest zbyt dobre? Ma to swoje plusy i minusy. Zacznę od pozytywów. Po pierwsze, wieczorem i w nocy jest cisza, nikt nie przeszkadza nam, nie wchodzi do pokoju i nie prosi, abym odkurzyła schody. Po drugie, panuje wówczas naprawdę niesamowity klimat, pozwalający mi lepiej odnaleźć się np. w opowiadaniach kryminalnych lub thrillerach. A z drugiej strony, tej niezbyt dobre, wieczorne pisanie pod natchnieniem, męczy. Muszę potem brać tabletki na ból głowy. Nie wspominając o oczach, które okropnie pieką. Plus oczywiście niewyspanie. Takie drobne minusiki, jednak bardziej do mnie przemawiają te plusy.

A, więc „wena”. Istnieje? Czy nie? Moje zdanie już znacie. Chociaż jeśli macie inne, to chętnie poznam waszą perspektywę. Może znajdziecie inne wytłumaczenie, tego zjawiska. Szczerze jestem bardzo ciekawa, czy ktoś odważy się napisać coś w komentarzach. Nie chcę, aby było nudno.

 

Dodaj komentarz