„Zimowy ogród” Kristin Hannah

 „Wciągający od pierwszej strony Zimowy ogród to powieść niezwykła- epicka historia miłosna i jednocześnie kameralny portret kobiety na życiowym rozdrożu” – czytamy na tyle okładki. Trudno się z tym nie zgodzić. 

Byłam przygotowana na to, że nie będzie to lekka książka, jednak czegoś takiego zupełnie się nie spodziewałam. Czytałam ją z zapartym tchem, w szkole, po nocach i autobusie. Pochłaniała mnie.

Na samym początku, tak jak główne bohaterki, znienawidziłam ich zimną jak kamień matkę. Jak można być takim nieczułym człowiekiem? Z czasem jak obie z siostrą poznawały fragmenty bajki o biednej dziewczynce i księciu, tym bardziej rozumiały matkę, jej zachowania i emocje, których praktycznie nie pokazywała.

Meredith starsza siostra, kobieta po czterdziestce, która ewidentnie zagubiła się w życiu. Przez skupianie się na innych i ich potrzebach, zapomniała o sobie. Wydaje mi się, że wiele osób może się z nią utożsamiać. Nawet ja odnalazłam coś z nią wspólnego- trudność w pokazywaniu słabości i emocji innym ludziom. Bohaterka nie chciała nikomu pokazać, że śmierć ojca i szaleństwo matki, okropnie ją przytłacza, wolała ignorować swoje przemęczenie, problemy ze snem, oddalanie się od męża, i zakładać maskę- „Jest dobrze, jestem tylko trochę zmęczona”. 

Jej przeciwieństwem, była Nina, młodsza siostra, która odnalazła swoją drogę, jako fotografka. Jednak poprzez swoją pracę, tak naprawdę uciekała od rodziny i prawdziwego życia. Łatwiej jest widzieć coś przez obiektyw, który pełnił rolę tarczy.

Jeśli czyta to jakiś maturzysta, to ta książka może się przydać, jako kontekst. Np. odnośnie nadziei, miłości, archetypu matki, szukaniu swojego miejsca na świecie, wpływu emocji na życie człowieka.

Licząc, że chociaż raz nie będę płakać na książce tej autorki, przeliczyłam się. Przez ostatnie 100 stron, przebrnęłam zalana łzami. A gdy już zamknęłam książkę, przytuliłam się do niej, skuliłam w kłębek i płakałam przez dobre 10 minut. 

Dodaj komentarz